RSS
wtorek, 27 grudnia 2011

'Zakochany'

Przewrażliwiony - z dobrego wyniesie wątpliwość,

a z pochwały dodatkowo drzazgę.

Zromantyzowany do cna,

nie doceni już prostego komplementu.

Szybko uwierzy, bo potem godzinami zastanawiać się,

drążyć, odwracać...

I nawet kot ma już ogon zamiast głowy.

Myśli - by czuć,

czuje - wyzbywając się rozumu.

Godzinami powtarza, że kocha

i rozmyśla czy druga strona uwierzyła.

Może trzeba więcej, mocniej...?

Pewnie tak. 

22:22, martha91
Link Dodaj komentarz »

'Życie'

Nie ma prostych zakrętów,

droga nie zawsze wiedzie do celu,

sposób wielokrotnie nie jest skuteczny.

Ale tam gdzieś jest meta, 

więc zabłądź póki możesz. 

22:10, martha91
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2011

 *** 

Nie chcę zapomnieć momentu,

gdy śmiech oznaczał szczęście.

Gdy tak tyci, mało,

niosło nadzieje na więcej.

 

* * 

Wciąż wierzyć w nierealne cuda.

Naiwnie liczyć, że 'kocham'

jest równe zdrobnieniu 'maruda'.

 

Robić wszystko co dyktuje serce.

Pleść z głupot kobierce 

i wieszać je na każdej ścianie.  

 

I zamieszkać w takim świecie. 

 

I kochać kochanie!

 

 

 

 

 

 

 

 

21:18, martha91
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 maja 2011

Tyle zmian...

 

Życie zaskakuje.

A gdy żyjesz też dla innych,

robi to podwójnie.  

Szczęście dojrzane w promieniu,

w muzyce, w cieple drugiej dłoni.

Przeszłość - nie żałuję,

jestem wolna teraźniejszością.

 

 

21:43, martha91
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 maja 2010
cz.1

Słońce. Ile razy motyl może zatrzepotać skrzydłami na minutę? Ciepło. A ile razy na sekundę jego skrzydła przetną powiew wiatru? Po co to wszystko? Po co motyl i słońce? Po co ta zieleń wokół, która tak delikatnie się ugina? Może ktoś teraz muska ją dłonią? Może wiatr to czyjś oddech? I kto to widzi? Tylko głupcy, mający dosyć czasu aby go marnować. Co tak naprawdę jest stratą? I pomyślisz teraz, ze to bełkot. Romantyczna dusza dopatrująca się w naturze czegoś niezwykłego. A jednak - te ciepłe promienie.  Czy to do diaska nie jest niezwykłe? I dlaczego nikt o to nie pyta? Nikt się tym nie przejmuje? Pozostając niezrozumianym można dalej śnic na jawie.  Teraz wiatr jest prawdziwym oddechem. Lekko przyspieszony, jak po większym wysiłku, kiedy mięśnie naprężają się jeden po drugim. Kiedy po wielu wdechach trzeba wciągnąć powietrze głębiej.  Tak, ale powietrze posiada nie tylko siłę, ale i zapach. Może pachnieć czekoladą, papierosami, może być czyste, tak że aż kłuje. A w takim razie ciepło? Może być dotykiem ludzkiej ręki. Może być czymś więcej niż dotykiem. To ciepło może wyrażać chęć opieki, chęć pieszczoty, chęć… Wszystko jest tak skomplikowane, a jednak nikt nie pyta.  300  razy na minutę. To jest odpowiedź. Wiedziałeś?

***

- Nie zdążyłam – pomyślała – nie wierzę w to… Znowu mi się nie udało. Gdzie ja straciłam ten tydzień? Bez sensu.

Popchnęła drzwi z siła jakiej nikt by się nie spodziewał po jej osobie. Niska, chude ramiona i włosy, teraz już niewiadomego koloru, choć wcześniej były brązowe. Słońce przystrajało je czekoladowo-miedzianymi refleksami, ale kto by na to zwracał uwagę.  Szybkimi krokami przemierzyła hol, potrącana raz po raz przez nieuważnego, który jej nie zauważał. Tak.  150 cm i już twój świat jest odrobinę bardziej wrogi niż dla innych. Jej kroki, choć wyraźnie podkreślane lekkim echem ginęły pośród dźwięków rozmów i śmiechu.

- Tak bardzo chciałabym, żeby choć raz mi zależało mniej niż mojej ambicji. Znowu się użalam. Przecież tak naprawdę to ja ustalam sobie granice. I co ja teraz zrobię. Wszyscy oczekują, że udało mi się przygotować to na czas… Ile razy można śmiać się z samej siebie? Ile razy można udawać, że pytania „co się stało?”  nic nie znaczą.

Słońce jasnym promieniem przebiło się przez lekko przykurzone okno. Okno, o pomalowanych łuszczącą się już białą farbą ramach. Nie wiadomo czy można nazwać je wyjątkowym, ale jedno jest pewne -  było duże, a widokiem na błonia wywoływało uśmiech, marzenia lub potęgowało zły nastrój.

Zatrzymała się, opierając dłonie o zimny, kamienny parapet. Słońce bawiło się jej policzkami, włosami i tęczówkami, zamieniając je w rozświetlona paletę ciepłych barw. Lekko poprawiła okulary, a biorąc głęboki wdech starała się, powstrzymać lekko trzęsące się ręce. Nikt nie zwracał na to uwagi, no bo co w tym dziwnego. Wokół jest wielu ludzi borykających się z własnymi sprawami. Jednak gdyby z ciekawości, ktoś potrafił zajrzeć do środka, zauważyłby że nawet na widok słońca można myśleć tylko o sobie, o obawach, czasie, obowiązkach. Po co? Milion odpowiedzi i zapewne każda racjonalna.  Myśl o przyszłości, o tym kim będziesz i czym będziesz się zajmować. Ale kto zagląda w umysł? Bóg? Trzeba prawdziwie wierzyć, aby być szczęśliwym i pewnym przyszłości, a skoro brak w tym wnętrzu nadziei, to brak też Boga. To nie on.  Bliska osoba? Zbyt mało czasu na głębsze rozmowy z bliskimi i zbyt mało czasu na wiarę w szczęście znalezienia kogoś, kogo warto byłoby pokochać, a raczej kto by  pokochał Ktoś obcy? Jak, skoro nie zna wnętrza i nie wie gdzie jest klucz, aby je otworzyć. Nikogo takiego nie ma i nikt się nie dowie, że na widok słońca można płakać z żalu nad sobą.

- Chcesz chusteczkę?

Nie, tylko nie to. Po prostu super, jakby świat jeszcze bardziej chciał mi dokopać. Najpierw kompletny brak zainteresowania, a w takiej chwili… To znaczy, kiedy na chwile straciłam panowanie nad sobą, jeszcze to.  Spokojna pewność siebie lub nieśmiałość? Wszystko jedno, po prostu powiedz „Dzięki.” i tyle. Głucha cisza, no zrób cos z tym.

- Nie dzięki, gdzieś tu mam… Ja już… Nieważne. Starając się opanować drżenie rąk, uparcie zaczęła rozpinać zamek brązowej torby z miękkiej skóry - O jest – przynajmniej tyle, że mam je przy sobie – O widzisz, to nic takiego, ja tylko… - po co kończyć zdanie i tak nie zapyta.  Zaśmiała się gardłowo, usiłującym tym zbyć emocje.

- Tylko co?

- Coś jest nie tak. - Podniosła wzrok napotykając błękitne spojrzenie. Słońce nadal świeciło dodając temu spojrzeniu, delikatnej wesołości. Jak górskie jeziorko, jego oczy odbijały promienie słońca, jednak zmarszczone lekko czoło wyrażało zainteresowanie, a nawet obawę -  Niemożliwe. – i znowu śmiech – Co odpowiedzieć? – Po prostu zły dzień, wszystko się jakoś tak dziwnie skumulowało, ale dziękuję. Już jest w porządku. – Jak łatwo przychodzi mi kłamanie. Brak poczucia winy zapewniający spokój.  Następnym razem jak przyjdzie mi się rozklejać wybiorę lepsze miejsce. – To ja uciekam. Cześ…  - echo jej kroków, na teraz już pustym korytarzu ujawniało wszystkie emocje, a przyspieszony tupot – zagłuszał inne dźwięki. Lekki obłok przysłonił słońce, jednak lekko przytłumione nadal ogrzewało, teraz już inną twarz. Rozjaśniało zmarszczone czoło, kąpiąc się w błękicie zmrużonych oczu.

***

Muzyka zmienia postrzeganie świata. Przez chwilę staje się piękniejszy lub bardziej melancholijny, ludzie są bardziej uśmiechnięci lub indywidualne pragnienia potęgują poczucie zagubienia. Nie wiadomo czy beatlesi tworzyli pod publikę, albo czy Jackson odnalazł moonwalk w marzeniach, które ukształtował w dźwięki.  Jednak ich melodie zna cały świat, a nucąc je patrzysz ich oczyma.  Z czasem dźwięki weszły w kategorię rozrywki i tam już pozostały. No bo co z tego, że zanucisz ”All I want for Christmas is You” kupując drogi prezent, gdy nie masz czasu wysłuchać dłuższej rozmowy? Trzepot skrzydeł i szum wiatru… kolejna linijka miłego dla ucha utworu, a nie morskie wybrzeże, na którym spienione fale wybijają jednostajny rytm. Kocham cię nad życie…. wyznanie godne przystojnego piosenkarza, ale i tak nigdy nie wypowiesz tych słów ot tak, by powitać ukochaną osobę. I tak w kółko.

- Leczenie smutków i niepewności. Czekolada i dobry jazzowy kawałek. – myśli płynęły wolno, jak strumień opływający wystające kamienie, tak i one podtapiały wątpliwości i problemy.  Zaprzestała rozważać to co wydarzyło się w holu, poddała również myśli o niewykonanym zobowiązaniu. Przemyślenia skłębione wcześniej, teraz powoli ginęły, tak jakby na końcu tego strumyka znajdował się wodospad.  Muzyka sączyła się z brązowych głośników, wprowadzając umysł w stan odrętwienia – Dobrze jest zapomnieć. Nie potrafię się nie martwić, ale choć na chwilę….

Za oknami wirowały liście, całkowicie niepodporządkowane rytmom muzyki. Tańczyły gnane oddechem jesieni. Słońce ustąpiło miejsca szarawym chmurom zwiastującym deszcz, będący dopełnieniem  wydarzeń dnia. W sumie tak naprawdę nic ważnego się nie wydarzyło, ale to od nas zależy jaki priorytet nadamy temu co nas spotyka. Muzyka zapętlała się, bijąc się z napływającymi myślami, które jednak w tej bitwie nie miały szans. Można utracić kontakt z drugim człowiekiem, ale czy można utracić kontakt ze sobą? A świat?  Czy on też się gdzieś zatracił?

Wstał nowy dzień. Czasem przypomina on narodziny. Można zacząć cos na nowo. Jednak dzień nierozłącznie łączy się nocą. Zmierzch i świt – pomosty po których śpiesznie gna goniec – księżyc lub słońce.  Nie każda nowo narodzona inicjatywa przeżywa gdy światła zgasną.

Słońce omiotło jej ciało. Zaczynając od stóp, przesuwając się coraz wyżej, odpoczęło na jej oczach rozbudzając je swym ciepłem. Wydaje się to miłe, nieprawdaż? Widocznie nie zawsze i nie dla każdego – Kawa inaczej umrę albo upadnę. Dzisiaj musze zdać sprawozdanie z postępów w pracach. Dobrze, że przynajmniej to jest gotowe na czas. No i tata. Obiecałam, że pomogę mu wybrać prezent na rocznicę. Było cos jeszcze. Powinnam wszystko zapisywać, tak jak on radził. – Zdecydowany ruch i skoczny rytm wypełnił przestrzeń i odegnał myśli, które formowały się w listę rzeczy do zrobienia. Tych „niestety” i tych „jak już trzeba”.  Kolejny utracony wątek. Malo ważny na polu wyobraźni, ale świadczący o jakimkolwiek odbiorze świata. Pokonany przez refleksje w rytmie pop.

20:49, martha91
Link Dodaj komentarz »
cz.2

***

Miasto – pełne niepełnego życia i pozornego pospiechu.

Alejki z żółtych kamyczków wiły się wyznaczając nierespektowaną drogę.  Niemający czasu wybierali drogi na skróty, ci którzy czas posiadali rozsiadali się wygodnie na brązowych ławkach. Jej buty chrzęściły zgodnie z rytmem jej ruchów. Niespiesznym krokiem przemierzała park – spotkanie miała dopiero za godzinę.  Jej myśli pędziły, malując świat wokół niej, który powoli się odradzał. Było to subiektywne wrażenie, bo świat w później jesieni przygotowywał się raczej do snu niż do zielonego baraszkowania w pąkach.  Jej oczy, lekko rozszerzone, obserwowały spadające liście tworzące wzorzysty szeleszczący dywan. I jak to się dzieje, zazwyczaj nagle, następuje zwrot akcji.

Siedział na ławce, w czapce koloru khaki przypatrując się spokojnie przechodniom. Dlaczego ona? Można to nazwać przypadkiem, zrządzeniem losu, który skierował jego uśmiech właśnie na nią. Czyste stalowe oczy, otoczone pajęczyną zmarszczek, rozjaśniły się. W oczach zawsze dojrzysz uśmiech, jeśli tylko usta go potwierdzają.  Rozejrzała się, poszukując wzrokiem ławki, na której mogłaby usiąść. Gdy on się uśmiechnął skierowała się mimowolnie w jego stronę, nie znajdując nigdzie indziej wolnego miejsca.

- Można? – zapytała z uśmiechem, przeznaczonym dla obcych, który miał za zadanie ośmielić, raczej pytającego niż odbiorcę.

- Oczywiście – odpowiedział ciepło -  Ładna pogoda, prawda? Czuje pani ten zapach? To chyba kasztany. One zawsze kojarzą mi się z miłością.

Miły uśmiech ustąpił. Przewidywany spokój został zakłócony przez zapowiadającą się na nudną konwersację o pogodzie. Czy aby tylko chodziło o pogodę? – Tak piękna…  - odpowiedziała jakby z wahaniem.

- Moją żonę poznałem jesienią. Tuż po maturze 1955. Słońce grzało wtedy równie mocno, a w powietrzu unosił się właśnie zapach kasztanów. Do dziś pamiętam jak promienie gładziły jej uśmiechniętą twarz, topiły się w jej barwnej sukience. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Zawsze pytałem świat czy będzie dane mi kochać równie mocno, jak kocham zapach powietrza. To było silniejsze.

- Pańska żona musi być wspaniałą kobietą… - poddała się tematowi, który jednak nic dla niej nie znaczył.

- Niestety, już nie żyje.

- Przykr… - chciała zripostować, bo cóż innego odpowiedzieć. Ale jej zdanie zostało szybko przerwane.

- Nie szkodzi. Ja swoje życie już spełniłem. Nadałem mu wartości bo kochałem mądrze i w pełni.

- Cóż, w takim… - znowu zaczęła.

- Dlaczego nie pytasz?

- O co mam pana pytać? – odpowiedziała, a jej oczy rozszerzyły się lekko ze zdziwienia i jednoczesnego zniecierpliwienia.

- Jaka jest miłość? Widzę, że jesteś samotna, a jednak nie interesuje cię to, jak można zdobyć szczęście.

- To nie tak. Po prostu nie widzę potrzeby. Szczęście samo przyjdzie. – dlaczego się tłumaczę – pomyślała. Ta rozmowa, choć od początku była nieco osobliwa, teraz według niej stała się niewygodna.

- Uciekasz od poszukiwań? Od prób?

- Nie uciekam. Unikam. Błędów, bólu… Szczęście samo przyjdzie, podczas gdy ja mogę realizować się na innych polach. – jej głos przy wypowiadanych słowach, ani razu się nie zawahał.

- A czy istnieje coś ważniejszego od miłości i szczęścia?

- Ależ oczywiście. Praca, przyszłość, planowanie i stabilizacja… - podkreślała każdy wyraz, jakby miał być ważnym sloganem.

- To musi być niezwykle nudne i smutne.

- Realizowanie się jest… - zaczęła, myśląc jednocześnie o jego romantycznym, ale nieżyciowym poglądzie – trzeba mu to wytłumaczyć.

- Bez szczęścia?

- Sam pan mówił, zakochał się pan od pierwszego wejrzenia. Szczęście samo przyszło. – szybko zripostowała.

- Dał mi je świat, bo poszukiwałem. Poznawałem go krok po kroku, siłując się z konsekwencjami. Próbowałem… Podczas gdy świat kręcił się wokół swojego egocentryzmu, ja odkryłem, że nie można inaczej…  Bez miłości drugiej osoby. Wtedy dopiero wiesz, że wiatr jest tchnieniem natury, a słońce potrafi budzić do życia nie tylko rośliny, ale i ludzi. Wymieniasz myśli, poglądy, szukasz oparcia. Miłość jest jak motyl – posiada wiele barw i odcieni, ale trudno ją uchwycić, bo trzepoce szybko skrzydłami. Ale trzeba próbować …

- Wielu ludzi żyje samotnie i są zadowoleni. Przepraszam, ale muszę już iść. Miło mi było pana poznać. – jego filozofowanie przestało się jej podobać na dobre.

- Ale czy ty jesteś?

- Do widzenia. – rzuciła szybko.

- Świat kreuje alienację, samorealizację. Sam, sam, sam ! Podczas gdy człowiek jest istotą społeczną, która jest silnie powiązana z otaczającym go światem. Nie zmienisz natury człowieka.

- Już się zmieniła, bez mojego udziału. To rozwój, który pcha świat naprzód. Do widzenia. – powtórzyła, czując na sobie jego wzrok. Wzburzony czy tez smutny? A może dumny i miażdżacy? Nie chciała wiedzieć.

Szybki oddech wtórował biciu jego serca, w którym świadectwo jego życia kontrowało obraz młodej kobiety. Nie mógł uwierzyć, że tak wiele się zmieniło. Nie chciał wierzyć, ze miłość stała się wyłączną domeną harlequinów, a świat pojawiał się tylko w opisach poetów. Wiedział, że młoda nieznajoma nie reprezentowała całego społeczeństwa. Zdawał sobie również sprawę z własnego sentymentalizmu, jednak uprzednie wzburzenie nie mogło go opuścić.  Od pięciu lat, dzień po dniu siadał w parku obserwując otaczający go świat. Coraz więcej w nim było spiesznych, zahukanych widm ludzi. Byli też ci znani mu dobrze, którzy szli przez życie eksperymentując, którzy nawet przy największym potknięciu lub przeszkodzie odnajdowali w końcu spokój ducha. Ci którzy wiedzieli, że świat to nie tylko sklepy i praca, ale drugi człowiek, więzi międzyludzkie  i dusza świata objawiająca się w każdym świergocie ptaków. Nie uważał, że ci „nowi” są niemądrzy lub krótkowzroczni, traktował ich raczej jako zagubionych, lecz nie wiedział co z tym począć i czy cokolwiek może z tym zrobić… Poczuł się dziwnie pusty.

***

Czasem pogoda staje kontratakując  nasz humor. Nie wiedziała dlaczego tak mocno wzburzyły ja słowo nieznajomego w parku.  Słońce prażyło coraz mocniej niosąc lekki powiew wiatru, który ogrzewał serca i myśli. Lub je gotował. To zależy. Żłobiąc sobie drogę najpierw popłynęła jedna, następnie druga. Łzy potrafią przytłaczać, ale też oczyszczają umysł. Czasem boli od nich głowa, czasem nie można złapać oddechu, nierzadko jednak niosą skomplikowane myśli, pozostawiając w umyśle tylko te bardziej zrozumiałe. Jednak te łzy niosły ze sobą złość, nie odprowadzając jej nigdzie. Powracała wciąż, z każdym głębszym oddechem, który był coraz wyraźniejszy.  Kolejne uczycie – żal. Ale nie ten pełen zrozumienia dla słów starca, żal utraty czegoś ważnego i zagubienia. Był to żal nad sobą, podsycający irytację, niesioną jak wzburzona woda, raz po raz rozpryskująca się o skały.  Wciągnęła głębiej powietrze, spoglądając z gwałtownym przestrachem na zegarek. Spóźniła się. Znowu zawiodłam – pomyślała – i to przez moje roztargnienie.  O co w tym wszystkim chodzi? Przecież zawsze mi się udawało. Co ostatnio zawodzi? – jej umysł pracował na zwiększonych obrotach wirując wokół jej własnej osoby - Co jest nie tak? Co robię źle lub czego nie robię? Gdyby on miał rację? Nie, raczej nie. To nie miałoby wtedy sensu. Większość działań innych w jego słowach pozbawiona byłaby sensu. Możliwe, że gubi się jedna kropla wybierając inną drogę, ale cały ocean?

- To znowu pani. I znowu pani płacze… To coś większego, niż pojedyncza słabość.

To samo czoło i niebieskie oczy, spoglądające opiekuńczo.  Wiatr poruszał słabo końcówkami kasztanowych włosów. Kasztany…

Muszę się wziąć w garść. Gdy znowu ucieknę wyjdę na osobę niespełna rozumu.  Ciągnąć rozmowę, byle jak najszybciej ja zakończyć i wrócić do sztucznych endorfin i jazzu. – szybkie pragnienia przemknęły jej przez głowę. – Tak to znowu ja. – odpowiedziała niechętnie powstrzymując łzy i przecierając wierzchem dłoni mokre od łez policzki.

Szybki uśmiech, mam nadzieję, że nie wyszedł nieszczerze… Jeszcze chwila i już. – myśli pędziły jedna za drugą, jednostajnie w tym samym kierunku - Zamknąć się w sobie, trochę poużalać i samo przejdzie. A potem trzeba wziąć się do pracy.

- Nie rozumiem dlaczego ostatnio pani tak szybko odeszła.  Woli pani martwić się w samotności? Czy to może przez to, że pani nie zna mnie po prostu. Jestem zwykłym nieznajomym wtrącającym się w nieswoje sprawy.

- Nie to nie tak. - starała się nadawać swemu głosu przekonywujący ton. Nieudolnie. - Trafił w sedno. Ale to ja zajmuje się własną osobą, a on nie ma nic do tego. – niewypowiedziane słowa, nadal płynące ta samą drogą. Prowadzące do opatrznie pojętego zamknięcia, rozumianego jako sposób na wszystko.

- Gdy zapytam co się stało, będę wścibski?

Nie, no. To za dużo. Co on sobie myśli. Za firanką uprzejmości wtrąca się w moje życie.

- Myślę, że tak. Ale dziękuję, ze pan się przejmuje. – i znowu nieszczerość. I tak pewnie nie zauważy. Nikt nie zauważa. – Przepraszam, ale się spieszę, musze się jeszcze jakoś ogarnąć, sam pan widzi. – uśmiech. Obłudnie realny.

- Rozumiem. Nie, właściwie nie rozumiem pani wcale. Przychodzę tu codziennie…

- Pan też siada na ławce i obserwuje ludzi, oceniając ich i mierząc własną idealna miarą? – nie wytrzymała. Jej słowa nie były głośne, ale stanowcze. Gorzkie, jak długo parzona zielona herbata. I tak samo cierpkie.

- Do kogo pani mnie porównuje? Owszem przychodzę tu często, ale nie po to aby oceniać i oskarżać. Dlaczego…

Chyba za szybko go oceniłam. Nieważne. I po co ta bezsensowna rozmowa. On będzie się bronił, a mnie nie przyniesie to żadnego dobrego pożytku. Więcej nerwów. Po co rozmawiać. Musze odpocząć. Skupić się na tym co chcę. – czasem było to niesamowite, jak wiele myśli, potrafi przemknąć jej przez głowę w przeciągu sekundy.

- Widzi pan. To nie ma sensu. – zmusiła się do miłego tonu – Pan mnie nie zna, a ja nie znam pana. I naprawdę jestem już spóźniona.

- Kończy pani tak łatwo. Nie chce nawet próbować wyjaśnić tego co panią droczy. Nie próbuje pani, nie sprawdza. To pani ocenia i oskarża, poczym odgradza się ścianą.

- Do widzenia. – rzeczowy ton przeciął powietrze -tego już z wiele, kim on jest. –pomyślała.

Pobiegła. Nie wiedziała dlaczego biegnie. Nie chciała uciekać, chciała odjeść jak osoba dorosła, dojrzała. Ale jak większość rzeczy według niej, to również nie miało szans na spełnienie. Emocje wzięły górę.

***

Wziął głęboki oddech. Bolało go to co widział. Mały, żółty motyl usiadł mu na ramieniu. Przypadek? Pewnie tak. Słońce nadal grzało, sprawiając iż spadające liście stawały się lekko przeźroczyste. Motyl nie odfruwał.

- One nie są tak kruche, jak inni myślą. Są piękne, ale potrafią przeżyć. Szybko uderzając skrzydłami o wiatr, są trudne do złapania. Tym bronią swojego piękna. – jego usta poruszały się wydając te bezgłośne słowa.

Jego myśli krążyły wokół jego życia. Tego co doświadczył i co już minęło. We wspomnieniach widział słońce i roześmiane oczy. Łzy i krzyk, towarzyszące burzy. Czuł zapach każdego echa jego przeżyć. Poczym uśmiechnął się sam do siebie. Ciężko mu było wstać, ale po raz kolejny zmusił swoje mięśnie do tego wysiłku. Czuł się jak zardzewiały, ale jego myśli nadal były sprawne, rekompensując słabość ciała. Uśmiech zastąpił lekki grymas wysiłku, a potem już tylko smutek. Widziany przed chwilą obraz znowu powrócił. Może teraz również mój umysł mnie zawodzi? Może to ja się mylę? – myślał coraz bardziej gorączkowo. Ale znowu spojrzał z perspektywy na swoje życie. I już wiedział, że to nie tak. Że jego umysł jest sprawny, tylko duszę okrył niepokój - Co będzie gdy ludzie przestaną próbować łapać motyle? Czy one znikną?

 

20:48, martha91
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Cel nie jest sardoniczny.
Z życia wzięty przypadek powagi oraz komizmu,
czyli uroczo pozbawiona subtelności wypowiedź...


Kobiety są po to by...
być kochane - powiedział.

Kobiety powinny dbać...
by zachować swój szacunek.

Kobiety mogą ciągle...
uśmiechać się promiennie.

Po czym rzekł: "Ugotujesz obiad, kochanie?"

21:44, martha91
Link Dodaj komentarz »
***

gdy rozbita filizanka
możesz zwlekać,
earl grey traci
esencję kroplami

przez palce,
miedzy nimi
w dół ulatują
uderzając o podłogę

mówisz później,
jutro też jest dzień,
zrobię zaraz
lub zacznę potem

odkładając - spokój,
potem obawa,
a na końcu żal
o wylany płyn...
13:28, martha91
Link Dodaj komentarz »
Jeden dzień | Blue Monday


Możesz usprawiedliwić
zepsuty budzik,
rozlaną kawę
i pastę na bluzce.

Możesz wyjaśnić
spóźnienie do pracy,
kłótnię z ojcem
i przegraną loterię.

W końcu rozbity talerz
ma uzasadnienie,
a choroba przyjaciela
posiada przyczynę.

Masz tą możliwość
w niebieski poniedziałek.
A co z wtorkiem?
10:28, martha91
Link Dodaj komentarz »
różnorodnie - sam o sobie,
słowami kryjąc myśli,
metaforą odsłaniając umysł...



każdy robi postanowienia bo wierzy, że mu się uda...
00:41, martha91
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2





Dodatki na bloga


Dodatki na bloga